Zaobserwuj i bądź na bieżąco!

9 miesięcy do wyborów. Dziś chciałbym przedstawić Państwu w pigułce jak wygląda droga, którą trzeba będzie przebyć, aby za około 270 dni osiągnąć sukces i mieć wpływ na zmiany w Polsce.

Moją konkurencją antenową w tej kampanii wyborczej będzie widowisko zwane „Wiadomości” TVP. Przyjmuję to wyzwanie. Może kogoś odciągnę od tego rakotwórczego promieniowania.

Na początku żeby zrozumieć grę, trzeba poznać jej zasady. Jest to konieczne do zrozumienia przyszłych kroków. A więc: wybory parlamentarne (czyli te do Sejmu) odbędą się na przełomie października i listopada tego roku. Polska jest podzielona na 41 okręgów wyborczych. My należymy do okręgu 10. zwanego „piotrkowskim”. Nasz okręg „piotrkowski” obejmuje 7 powiatów:

1. bełchatowski

2. radomszczański

3. piotrkowski

4. opoczyński

5. tomaszowski

6. rawski

7. skierniewicki

Oznacza to że ktoś głosujący w Łodzi, Łasku czy Pajęcznie będzie miał inną listę kandydatów niż mieszkaniec wyżej wymienionych powiatów. Jeżeli nadążasz i jeszcze nie zasnąłeś to lecimy dalej.

Mieszkańcy wyżej wymienionych powiatów będą delegować 9 posłów do parlamentu. Jest to stosunkowo mała reprezentacja, gdyż w większości okręgów mieszkańcy delegują większą liczbę posłów. Przykładowo Warszawa ma 20, Wrocław 15 a Sieradz 12.

Jak już się domyślacie, łatwiej jest osiągnąć sukces w tych okręgach gdzie liczba mandatów do zdobycia jest większa, wiadomo. Dostajesz puchar będąc 15., a u nas będąc 10. dostajesz nagrodę pocieszenia w postaci pytania od dziennikarza: „Panie znowu przegrałeś, kiedy to wszystko w końcu Pan rzucisz, dasz sobie spokój i wyjedziesz w Bieszczady?”.

I teraz najważniejsze.

Gdy mają wyniki wyborów i dzielą te mandaty posłów to nie patrzą na wyniki konkretnych kandydatów tylko na wynik całej listy wyborczej. Patrzą ile głosów dostali wszyscy kandydaci z PiSu, PO itd. I korzystając z metody liczenia D’Hondta (która to premiuje większe komitety) przypisują mandaty do LISTY wyborczej. Przykładowo w 2019 roku lista PiS z naszego okręgu miała przypisana 6 z 9 mandatów. Potem wybierają kandydatów z 6. najlepszymi wynikami z tej listy i to oni zostają posłami.

Co to wszystko oznacza w praktyce?

Po pierwsze mamy do czynienia z grą zespołową a dobry indywidualny wynik nie gwarantuje sukcesu, o czym się przekonałem na własnej skórze. W 2019 roku otrzymałem 12 875 głosów a Pani Janowska 11 599 głosów. Przeliczanie mandatów na listy i metoda D’Hondta spowodowały, że to Pani Janowska odniosła sukces a ja byłem wysyłany w Bieszczady.

Po drugie, głosując na listę (szczególnie PiS) popierasz wszystkich jej kandydatów. Przykładowo jesteś wyborcą PiS z Kleszczowa. Jest trochę niezręcznie, bo Pani Janowska i Morawiecki okroili Ci gminę ale mimo wszystko jesteś wyznawcą Jarosława Kaczyńskiego. Niestety nie będziesz mógł na niego zagłosować, bo on kandyduje w okręgu warszawskim. Ale tutaj masz Macierewicza.
Cyk – głosujesz wierząc, że teraz to już na pewno zmienią Polskę bo te 8 lat to zbyt mało czasu.

Mimo tego że nie zagłosowałeś konkretnie na Panią Janowską to jej pomogłeś, gdyż zagłosowałeś na listę PiS. Twoim głosem przeważyłeś że lista PiS będzie miała 6 mandatów a nie 5 a Pani Janowska zrobiła właśnie 6. wynik na liście PiS. Więc pośrednio to jej pomogłeś osiągnąć sukces. W programie rzeczonej posłanki Janowskiej zaś było przekazanie strefy przemysłowej gminy Kleszczów do gminy Sulmierzyce. Ups…

Moje środowisko polityczne będzie walczyć o jednego posła z naszego okręgu. Jako lider listy muszę zbudować najlepszą drużynę składająca się z 11 mężczyzn i 7 kobiet. Drużynę która wierzy w wolność własność i sprawiedliwość. Drużynę która powalczy w kampanii wyborczej od Skierniewic po Bełchatów i która spowoduje że co dziesiąty wyborca z naszego okręgu zagłosuje właśnie na nas.

I wiecie co?

Tym się właśnie zajmuję. Umawiam spotkania z osobami którzy podzielają nasze ideały i są lokalnie szanowani przez mieszkańców. A w międzyczasie pracuję, mężuję i tatusiuję, przygotowuje się do maratonu i staram się dorównać małolatom na siłowni.

Na przykład w ten czwartek byłem w Radio Łódź gdzie rozmawialiśmy o wojnie na Ukrainie. Zdjęcie które widzicie to właśnie fotografia z tego typu spotkań. Kawa została pochłonięta przed zdjęciem bo byłem chwilę po niedzielnym miejskim wybiegu i w związku z tym suszyło mnie bardziej, niż po meczu GKSu z Zagłębiem w 2007 roku, w którym nie grałem i podczas którego nie jadłem nic słonego. Mam nadzieję, że tym skokiem na kawę nie wystraszyłem rozmówcy.

Przed nami sporo pracy. Zmiany nie dokonają się same.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *